Z księgi rozmaitości wielkopolskich

Data: 27-11-2014

KATZENJAMMER (Z NIEM. „KOCI JĘK”)

lub po prostu kac – niekorzystny stan psychofizyczny, będący skutkiem wprowadzenia do ustroju człowieka przesadnie dużych ilości alkoholu, objawiający się głównie bólem głowy, ponadnormalnym pragnieniem, rozedrganiem górnych kończyn, osłabieniem refleksu   i ogólną apatią. Był niemal naturalnym stanem organizmem rasowych Sarmatów, nie wyłączając dzielnych wielkopolskich druhów, którzy w latach  1768 – 1772 zbrojnie przyłączyli się do obrony szlacheckiej wolności, przystępując do konfederacji barskiej. Umiejętne unikanie kaca i prawidłowe użycie alkoholu jako narzędzia walki wielokrotnie przechylało szalę zwycięstwa na stronę tęższej głowy, jak choćby w przypadku generalnego komendanta konfederackich wojsk prowincji wielkopolskiej – Józefa Zaremby (herbu Zaręba), który w malowniczej dolinie Widawy, uprzedzając zbrojną konfrontację   z przeważającymi liczebnie siłami Franciszka Ksawerego Branickiego, odbył z nim trwający kilka godzin alkoholowy pojedynek. Po tym starciu „Branickiego jak nieżywego wsadzono do powozu”, a Zaremba, nękany tylko nieznacznym kacem, ostatecznie rozprawił się z jego wojskami. Znacznie rozleglejszy katzenjammer był przyczyna osobistej kompromitacji najsłynniejszego wielkopolskiego konfederata – niezwyciężonego i nieuchwytnego przez długie miesiące Jana Antoniego Nepomucena Morawskiego, szlacheckiej proweniencji rzeźnika z Gniezna, który w Łęczycy nieopodal Poznania, nękany po przepiciu nieznośnym bólem głowy, w otoczonej przez Moskali karczmie „tak twardo zasnął, ze nie słyszał ani hałasu, ani strzelania; ledwo się ocucił zwleczony z łóżka od karczmarki”. Uwięziony w Poznańskiej kamienicy, niebawem wydostał się z niewoli przez niechlujnie strzeżony wychodek, również z pomocą alkoholu, bo „pił gorzałkę zmyśloną jakoby z lekarstwem, a żołnierzom dostawiał prawdziwej, którą się oni nie brzydzili”. Ostatecznie wpadł w łapy Moskali na straszliwym kacu pod Piotrkowem Trybunalskim, po trzydniowym pijackim maratonie, który odbył zupełnie nieświadom ich przybycia do miasta. 

Marcin J. Januszkiewicz, Adam Pleskaczyński „Księga rozmaitości wielkopolskich” Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury, Poznań 2006

 

STEFAN BŁAŻEJEWSKI (1773 – 1849) -

łudząco podobny do Napoleona Bonaparte zakonnik zgromadzenia Ojców Filipinów w Gostyniu, był mimowolnym bohaterem spisku zawiązanego przez brytyjskie secret service. Anglicy zamierzali porwać autentycznego Napoleona i zastąpić go wielkopolskim mnichem, który miał wykonywać polecenia swoich mocodawców. Operację podmiany zamierzano zorganizować w legendarnej baszcie Halszki w Szamotułach, dokąd cesarza Francuzów miała ściągnąć chęć zagrania w szachy ze słynnym „automatem” skonstruowanym przez hrabiego Kempelena (w rzeczywistości nie była to żadna myśląca maszyna, lecz przemyślnie skonstruowane urządzenie z ukrytym w jej wnętrzu zdolnym graczem). Choć Błażejewski zdecydował się z początku współpracować z brytyjskim wywiadem, to po solennych obietnicach Napoleona, że wskrzesi niepodległą Polskę, zmienił front i wszedł do spisku już jako odwrócony – francuski agent. W finale ekscytującej rozrywki przekabacony duchowny zgrabnie wcielił się w rolę cesarza: dał się „porwać” nieświadomym fortelu Anglikom, którzy przez długi czas byli święcie przekonani, że mają w swoich rękach oryginalnego Napoleona. Po całej aferze, skutecznie tuszowanej przez oba wywiady, zbiegły sobowtór Napoleona ukrywał się przed tropiącymi go Anglikami i dopiero w 1811 roku powrócił do Gostynia. Pomimo ciągłego niepokoju o własną skórę, dożył w klasztorze sędziwego wieku, gdzie umarł jako siedemdziesięciosześcio latek, wycieńczony gruźlicą.

MARCIN J. JANUSZKIEWICZ, ADAM PLESKACZYŃSKI „KSIĘGA ROZMAITOŚCI WIELKOPOLSKICH” WYDAWNICTWO WOJEWÓDZKIEJ BIBLIOTEKI PUBLICZNEJ I CENTRUM ANIMACJI KULTURY, POZNAŃ 2006

 

SKÓRZANA GĘBA -

to dosadne przezwisko Stanisława Leszczyńskiego, jedynego polskiego króla, który był namiętnym palaczem tytoniu i puszczał z dymem ponad trzydzieści fajek dziennie. Wielkopolski arystokrata ani na moment nie rozstawała się ze swoją „pipą”, jak zgrabnie nazywano wówczas krótką fajeczkę, co było o tyle nietypowe, ze fajka uchodziła zdecydowanie za urządzenie plebejskie i rzadko trafiała na salony. Szlachta otumaniała się tytoniem, prawie wyłącznie niuchając tabakę, pozostawiając zaciąganie się dymem żołnierzom i ciemnemu chłopstwu. W XVII-wiecznej Rzeczpospolitej nie brakowało zajadłych wrogów palenia, uważających – nie wiedzieć czemu – że tytoń jest szkodliwy, skraca życie, odurza i śmierdzi. Najlepszym dowodem zaprzeczającym tej niesprawiedliwej opinii był sam Leszczyński, który wśród polskich monarchów zasłynął prawdziwie matuzalemowym wiekiem, dożywając 89 lat i dystansując najbardziej nawet zagorzałych tytoniowych abstynentów: Władysława Jagiełłę (86 lat), Zygmunta Starego (81) czy Mieszka Starego (76). Leszczyński żyłby pewnie dłużej: zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku, gdy od ognia w kominku zapaliło się na nim ubranie, a skutkiem bardzo rozległych oparzeń wywiązała się posocznica, która stała się bezpośrednią przyczyną zgonu

MARCIN J. JANUSZKIEWICZ, ADAM PLESKACZYŃSKI „KSIĘGA ROZMAITOŚCI WIELKOPOLSKICH” WYDAWNICTWO WOJEWÓDZKIEJ BIBLIOTEKI PUBLICZNEJ I CENTRUM ANIMACJI KULTURY, POZNAŃ 2006

 

FORT SUŁKOWSKIEGO -

warownia wzniesiona na północno-wschodnim krańcu Kairu, na rozkaz Napoleona Bonaparte, w miejscu śmierci jego ulubionego adiutanta – Wielkopolanina Józefa Sulkowskiego, której okoliczności przyszły cesarz Francuzów nie bez żalu raportował do swych zwierników z Dyrektoriatu: „Mój adiutant Sułkowski przeprowadzając rankiem rozpoznanie ruchów nieprzyjacielskich w okolicy Kairu, został w drodze powrotnej napadnięty przez ludność przedmieścia. Po poślizgnięciu się z konia poniósł okrutną śmierć… Był to oficer najwyższej nadziei”. Z ofiarnym adiutantem – i całkiem dobrze zapowiadającym się uczonym – nadzieje wiązała również gromada prawie dwustu badaczy, którzy egipską wyprawę Bonapartego potraktowali jak naukową ekspedycję, zakładając Instytut do Badania Egiptu, w którym powierzyli Sułkowskiemu szefostwo sekcji ekonomiki politycznej, członkostwo sekcji archeologicznej i komisji projektującej budowę kanału. Z nieukrywanymi lewicowymi inklinacjami Sułkowskiego mogło również niemałe nadzieje wiązać wynędzniałe egipskie chłopstwo, bo w wolnych od wojskowych naukowych zajęć chwilach „trudził się nad poprawą losów egipskich fellachów, skoro nie było mu dane, jak marzył, ulżyć doli polskiego chłopa”. Budowę zachowanej do dziś warowni nazwanej „Fortem Sułkowskiego” rozpoczęto w tydzień po tragicznym w skutkach upadku z konia, a trzydzieści lat później dowodzący kopaniem Kanału Sueskiego Ferdynand Lesseps polecił wystawić Wielkopolaninowi całkiem zgrabny pomnik.

MARCIN J. JANUSZKIEWICZ, ADAM PLESKACZYŃSKI „KSIĘGA ROZMAITOŚCI WIELKOPOLSKICH” WYDAWNICTWO WOJEWÓDZKIEJ BIBLIOTEKI PUBLICZNEJ I CENTRUM ANIMACJI KULTURY, POZNAŃ 2006

 

ALASKA -

kraina czterdzieści dziewięć razy większa od Wielkopolski, leżąca na północno-wschodnich krańcach Ameryki, została nabyta 29 marca 1867 roku przez Stany Zjednoczone od cara Aleksandra II. Pomysłodawcą i naczelnym orędownikiem zakupu był amerykański sekretarz stanu William Steward (…) Do prowadzenia rozmów z Rosjanami Steward wydelegował wyższego urzędnika      z departamentu skarbu (…) generała Włodzimierza Krzyżanowskiego, pochodzącego z Wielkopolskiego Rożnowa (w powiecie obornickim). Ów bohater wojny secesyjnej spisał się wyśmienicie i dokonał bodajże najlepszej w dziejach Ameryki transakcji handlowej: zbił cenę do marnych 7 milionów i 200 tysięcy dolarów, płacąc 5 centów za każdy hektar naszpikowanego złotem – o czym jeszcze nie wiedziano – terytorium. (…) Włodzimierz Krzyżanowski, który 21 lat wcześniej przybył do Stanów Zjednoczonych „bez projektów, bez planów, bez zasobów pieniężnych” został pierwszym amerykańskim gubernatorem Alaski – miał już zresztą w kolekcji gubernatorstwo Alabamy oraz trzech najbogatszych stanów Południa – Florydy, Georgii i Wirginii. Na jego cześć w 1936 roku wybitny polski geograf  i podróżnik Stefan Jarosz nazwał odkrytą przez siebie górę na Wyspie Kościuszki u wybrzeży Alaski – „Krzyżanowski Mount”. Rok później amerykański prezydent F.D. Roosevelt zarządził przeniesienie zwłok generała na cmentarz w Arlington.

MARCIN J. JANUSZKIEWICZ, ADAM PLESKACZYŃSKI „KSIĘGA ROZMAITOŚCI WIELKOPOLSKICH” WYDAWNICTWO WOJEWÓDZKIEJ BIBLIOTEKI PUBLICZNEJ I CENTRUM ANIMACJI KULTURY, POZNAŃ 2006